W ostatnich dniach w liturgii przed Wielkim Tygodniem pojawiają się te fragmenty z Ewangelii według świętego Jana, w których toczy się zaciekły spór między Żydami a Jezusem. W pewnym momencie jest tak ostro, że Żydzi chwytają za kamienie, żeby ostatecznie się Jezusa pozbyć.
Wywiązuje się jednak dialog, w którym Jezus pokazuje sprzeczność ich myślenia: „za, który z czynów chcecie mnie ukamienować?”. Kamienowanie jest ostatecznym rozwiązaniem – jest to rodzaj bardzo bolesnej kary śmierci dokonanej fizycznie przez społeczność jako forma nieodwracalnego odrzucenia za najpoważniejsze przestępstwa. Żydzi nie mają jednak podstaw do kamieniowania, ponieważ sami są świadomi tego, że czyny Jezusa są dobre, ale nie potrafią znieść tego, że uważa się On za kogoś, kim, według nich, nie jest, czyli za Syna Bożego.
Jezus odrzuca oskarżenie, odwołując się do samego Pisma Świętego. Wywód rozpoczyna się od Psalmu 82,6: „Ja rzekłem: Bogami jesteście”. W Psalmie 82 Bóg oskarża grupę podległych Mu, sprawujących władzę ludzi o to, że w sądzeniu i działaniu sprzeniewierzyli się świętości. Bóg nazywa te osoby „bogami”, lecz w obliczu ich niesprawiedliwości i zepsucia mówi: „pomrzecie jak ludzie” (82,7). Jeśli więc Pismo Święte może nazywać kogoś mniejszego „bogami”, to o ileż bardziej tytuł Syna Bożego przynależy się Jezusowi, którego Ojciec uświęcił i który czyni cuda, które tylko sam Bóg może działać.
Dlatego tak naprawdę w tym sporze wcale nie chodzi o tytuł Syna Bożego. To jest tylko zasłona. Żydzi budzą demony, żeby się za nimi schować.
Mamy tutaj najpoważniejszy problem w życiu duchowym, czyli nietrafione oczekiwania wobec Boga bazujące na własnym starym pojmowaniu. Żydzi w tamtym czasie spodziewali się Mesjasza politycznego, który wyzwoliłby Naród Wybrany spod okupacji Rzymu i ustanowiłby nowe królestwo Izraela na kształt Królestwa Dawida. Przyjęliby Mesjasza, jeśli Ten spełniłby ich ziemskie oczekiwania. Jest to postawa w człowieku, która zgadza się na działanie Boga w życiu, ale po mojemu. Jeśli Bóg ma mnie zbawić, czyli doprowadzić do pełni szczęścia, to tylko po mojemu. Jeśli Bóg nie spełnia moich oczekiwań, no to się Go pozbędę, ukamienuję swoim perfekcjonizmem, czyli własną wizją świata.
Jezus jednak nigdy nie podporządkował się oczekiwaniom. Zawsze był wierny sobie, choć przyniosło Mu to cierpienie. Daje On nam jednak w tym piękną lekcje i wzór do naśladowania. Przypomina mi się tutaj wypowiedź kanadyjskiego lekarza Gabora Maté: Będziesz doświadczał bólu tak czy inaczej. Czasami w życiu nie ma bezbolesnych opcji. Który ból wybierzesz? Możesz doświadczać bólu poprzez tłumienie siebie, aby być akceptowanym; albo możesz być sobą, ale odczuwać ból bycia nieakceptowanym, czy wręcz odrzuconym. Tak czy owak, będziesz cierpieć, ale ból niebycia sobą ostatecznie jest o wiele większy i przewlekły, natomiast krótkotrwały ból bycia nieakceptowanym, ale pozostania sobą, przynosi wyzwolenie.
Jezus był wierny sobie i wytrzymywał ból odrzucenia. Bo jeśli ciebie nie akceptują za bycie sobą – nie ulegaj, nie obłaskawiaj, lecz WYTRZYMAJ! Powtarzaj sobie: Dezaprobata mi nie przeszkadza! Miej odwagę do zachowań, które mogą cię postawić w złym świetle. Wytrzymaj! Nie wzbudzaj w sobie wstydu, bo wzbudzanie wstydu sprawia, że porzucasz siebie i dostosowujesz się do innych. Naucz ludzi, których masz wokół siebie, jak mają cię traktować, bo nie jesteś spełniaczem ich oczekiwań. Nie jesteś niewolnikiem, lecz synem.
Jezus nie spełnił ludzkich oczekiwań, lecz pokazał świeże oblicze Ojca. Bóg objawił się w historii Izraela po trzykroć QADOSZ – Święty, Święty, Święty, czyli Inny, Inny, Inny. Nie wolno zamykać Go w kategoriach ludzkiego myślenia. On jest ponad prawem, ponad moralnością, ponad dogmatami, ponad pojęciami, ponad wyobraźnią i tak też objawiał się przez całą historię zbawienia. Nikomu za czasów Jezusa nie śniło się, że יהוה może się wcielić. Po trzykroć Święty nie może stać się człowiekiem, skoro nawet arcykapłan, wchodząc raz w roku do miejsca Najświętszego mógł umrzeć, dlatego przywiązywano go za kostkę sznurkiem, bo gdyby w kontakcie ze świętością Boga arcykapłan umarł, trzeba go by było wyciągnąć z Miejsca Najświętszego.
Pamiętam swoje doświadczenie, kiedy stwierdziłem, że wiem o Bogu bardzo wiele po skończeniu studiów teologicznych. Myślałem wtedy, że złapałem Pana Boga za nogi. Po późniejszych studiach biblijnych stwierdziłem jednak, że ja o Stwórcy to właściwie nic już nie wiem.
Najwięcej o Bogu wiedza moraliści i fanatycy religijni. Fanatyk zawsze wie lepiej i nawet nie daje się przez Boga zaskoczyć. Fanatyk ma bardzo skromną wiedzę o Bogu, ponieważ nie wynika ona z doświadczenia spotkania osobowego, lecz z wyuczonych regułek i przykazań. On o Bogu niby dużo wie, ale w ogóle Go nie spotkał. Dlatego jest różnica między prawdziwym uczniem Chrystusa a fanatykiem. Uczeń Chrystusa da się dla Niego porąbać, a fanatyk porąbie wszystkich.
Wiem, że muszę ćwiczyć się w głębokiej pokorze i wolności w podejściu do tego, kim jest Pan, bo na pewno się mylę. Wiem tylko, że jest Miłością, choć sam tę Miłość mogę źle pojmować i rozumieć ją na sposób ludzki. Nie mogę Boga definiować, ale mogę jedynie powiedzieć to, jak działał w moim życiu, dzielić się poznaniem Go w mojej drodze. Nie mogę jednak narzucać swojego poznania innym, bo wiem, że jest to tylko spectrum Jego istoty, skromny wycinek tego, co doświadczyło moje poznanie.
Strzeżmy się faryzeusza w sobie, który zawsze ma receptę na to, jak powinno być: jaki powinien być Bóg, jaki powinien być bliźni, jaki ja powinienem być. Pozwól Bogu działać, jak chce, nawet poza moralnością i prawem, bo On jest ponad tym wszystkim. Bo gdyby dzisiaj przyszedł Jezus, to Ty jako fanatyczny katol, ukrzyżowałbyś Go raz wtóry.
Nikodem