„Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś”; w dzisiejszej Ewangelii mamy dość naturalistyczny komplement skierowany głośno w stronę Jezusa przez pewną kobietę z tłumu. Dość ciekawy jest język semicki, często właśnie taki bardzo naturalistyczny. Piersi i łono – chodzi o nic innego, jak o matkę. W słowach wołającej kobiety chciejmy zobaczyć uznanie przede wszystkim dla Matki Jezusa, skądś przecież Jezus musiał zaczerpnąć ze swojej nieprzeciętnej osobowości. Ale ze słów kobiety wyłania się jeszcze jedna kwestia: ZAZDROŚĆ! Pozazdrościć takiego Syna, ale też pozazdrościć bycia matką takiego dziecka. Możemy przypuszczać, że ta kobieta albo nie była matką, a bardzo chciała, albo nie była zadowolona ze swojego syna, który być może nie był taki, jaki by ona chciała. Wiele rodziców zawodzi się na własnych dzieciach. W tej kobiecie musi być zatem taki żal, w którym wolałaby, żeby jej syn był jak Jezus.
Jezus odpowiada: „Tak, błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i go przestrzegają”. Chrystus doskonale zna swój naród i jego siłę, ale też i słabości. Jedna z charakterystycznych cech Narodu Wybranego było „obsesyjne” przykładanie znaczenia do pochodzenia rodzinnego. Więzy rodzinne i genealogia były świętościami. Problem polegał na tym, że Izraelici za bardzo absolutyzowali pochodzenie, nie widząc niekiedy ciasnoty z tego płynącej. Ta kobieta widzi jedynie biologiczne pochodzenie Jezusa, z Matki i całego rodu. Jezus zaś mówi, że to nie genologia, lecz nastawienie serca na Boga. A tak się składa, że Jego Matka była w tym niezaprzeczalnie wzorcowa.
Jezus w swoim nauczaniu stanowczo łamał ciasne trzymanie się przywiązań rodzinnych i to była świeżość Jego nauczania. W tej samej Ewangelii Jezus powiedział: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem” (Łk 14,26). Do tego, który chciał pogrzebać swego ojca, powiedział: „zostaw umarłym grzebanie umarłych” (Mt 8,22).
Jezus nawiązuje RADYKALNIE do wolności od zobowiązań rodzinnych. W starożytnej rodzinie żydowskiej ważne były również role, które posiadał członek rodziny – każdy miał jakąś funkcję i często się z nią za bardzo utożsamiał. Pierworodny syn, najstarsza córka, goel, najmłodszy…
Zatem, w nauczaniu Jezusa obecny jest wyraźny wątek dystansu do odgrywania ról w rodzinie, a to wezwanie Jezusa jest aktualne również dzisiaj. Każdy z nas miał jakieś role w rodzinie: słoneczko tatusia, radość mamusi, spełniacz oczekiwań, ratownik, buntownik, niechciany, wyczekiwany, spełnienie marzeń mamy czy taty…
Dlatego wierzę głęboko, że Jezusowi nie tylko chodzi o zobowiązania formalne, lecz także o te na głębszym poziomie – zobowiązania emocjonalne, o jakąś formę spełniania oczekiwać rodziców. Jezus chce stworzyć nas na nowo, często inaczej niż chcieli tego nasi rodzice i warto Mu na to pozwolić. Czasami Pan Jezus chce nas bardziej „niegrzecznymi”, abyśmy, wsłuchując się w Niego, mieli odwagę popełniać błędy, mieli odwagę być niedoskonali, abyśmy mieli odwagę próbować czegoś nowego – nowego myślenia, mieli odwagę nie dawać rady i nie spotka nas za to kara, lecz pełne przyjęcie i miłosierdzie płynące od samego Ojca niebieskiego. Bo Pan Jezus doskonale wiedział co robi, nazywając nas uczniami. Uczeń może popełniać błędy, może upadać, żeby nauczył się dźwigać.