Bądź grzeczny! – przykazania anankasty

Osoby anankastyczne szukają obiektywnie aprobowanej formy wyrażania agresji i nadają temu nawet pewną wartość. Stąd biorą się fanatycy wszelkich możliwych idei, którzy nieubłagalnie, bezkompromisowo, no i bezwzględnie walczą przeciwko czemuś, czy to w sprawach moralności czy religii, popędów czy higieny. Agresja jest wówczas z całym przekonaniem kierowana już nie przeciwko samemu sobie, jak u osób z depresją, lecz przeciw czemuś, co daje przekonanie walki o słuszną sprawę.
Osoby ananakstyczne w religii mają skłonność do dogmatyzmu i ortodoksji oraz związanej z tym nietolerancji wobec innych wyznań. Wyobrażenie Boga to u nich często wizerunek surowego i mściwego Boga, żądającego bezwarunkowego posłuszeństwa. Ich Bóg ma cechy patriarchalne. Ulegają jednak również często przekonaniom pogańskim i magicznym; silnie oddziałują na nie ryty i ceremonie, które często są dla nich ważniejsze niż sama wiara. Idea absolucji, czyli odpustu, który można uzyskać w zamian za pieniądze, mogła narodzić się tylko w umysłach owładniętych przymusem. Osoby anankastyczne bardzo często są też uzależnione od instytucji, reguł i zasad, a wypełniając je skrupulatnie i mechanicznie, czynią je bezsensownymi.
Zapraszam do osłuchania najnowszego podcastu.

 

 

Więzienie perfekcjonisty

Prowadzenie życia duchowego jest przestrzenią, aby doświadczyć różnicy pomiędzy tym, kim naprawdę jestem, a tym, za kogo staram się uchodzić. Dla niektórych, początki drogi duchowej mogą okazać się bardzo bolesne, bo zostanie naruszone owo „ja publiczne”, tego supersługę z wielkim długiem. W miejscu nadczłowieka pojawi się „małe ja”, które pragnie przyjęcia i miłości – takie słabe i bezbronne, ten nieużyteczny sługa, zamknięty w więzieniu, a nie wszechpotężny zbawiciel, którym jawi się nasz wyidealizowany obraz siebie. Ale ja idealnego nie ma! Bóg nie będzie kochał „ja idealnego”, bo JHWH nie przyjmuje kłamstwa, fałszu i fikcji.

Zapraszam do odsłuchania najnowszego podcastu:

Mojżesz i Ziemia Obiecana

Mojżesz jest jedną z najbardziej pasjonujących postaci w historii zbawienia. Człowiek o wielkich kontrastach, który łączy w sobie blaski i cienie. Przeżył na sobie wielkie sukcesy jak i straszliwe porażki. Jego oblicze zostało oświetlone światłem Horebu, lecz jednocześnie żył w mroku własnej samotności. Wybuchowy i cierpliwy. Człowiek ognia, ale wahał się stojąc przed skałą w Meriba. Olbrzym na glinianych nogach.

Jego życie było długim i żmudnym procesem. Miał wyprowadzić Naród Wybrany z niewoli Egipskiej i wprowadzić do Ziemi Obiecanej. Do Kanaanu jednak nie doszedł. Dlaczego Bóg nie pozwolił wejść Mojżeszowi do upragnionego celu?

Adonai obiecał Abrahamowi, że jego potomkowie odziedziczą Kanaan, a ta stanie się dla nich domem – Ziemią Obiecaną. Bóg spełnia swoją obietnicę, powołując Jozuego, który wprowadza Naród Wybrany do krainy „mleka i miodu”. Izraelczycy mogą się rozgaszczać w Kanaanie. W końcu nie są bezdomni.

A co z Mojżeszem? Przecież on dźwigał na swoich barkach cały ten naród o „twardym karku”? Jak wiele musiał wycierpieć przez niego. Raz chcieli go nawet ukamienować. Dlaczego powołany przez Boga nie wchodzi do Kanaanu? Ponieważ to nie była jego Ziemia Obiecana. Pan wybrał sobie tego wrażliwca po przejściach, aby On sam był Ziemią Obiecaną Mojżesza. To sam Stwórca był jego Obietnicą: JA BĘDĘ Z TOBĄ! Mojżesz nie odnalazł swojego domu ani w Egipcie, ani u Madianitów, ani na pustyni, ani w Kanaanie. Mojżesz odnalazł swój dom w Bogu.

Pełnię swojej Ziemi Obiecanej Mojżesz nie ujrzał na Górze Horeb ani w Nebo, gdzie został pochowany, lecz na Górze Tabor, gdzie przemienił się Syn Boga żywego. To tam, razem z Eliaszem, zbieg z ziemi Madian zobaczył spełnienie wszelkich obietnic Adonai. Bo ludzie oczyszczeni przez cierpienie, ukojenie odnajdują tylko w Bogu i Tam mają swój dom, a każda inna ojczyzna jest dla nich obcą ziemią. Mojżesz na Górze Tabor zobaczył żywą Obietnicę: EMMANUEL’a – Boga, który JEST z nami.

Nikodem

Wyrzekanie się radości

W kulturze, w której nieustannie kontempluje się niedostatek, brak poczucia bezpieczeństwa i pewności, radość staje się doznaniem, które wzbudza podejrzliwość i jest sabotowana. Bo gdy przychodzi jakieś niespodziewane dobro, pojawia się zaraz myśl: To zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Musi być w tym jakiś haczyk. My spodziewamy się lęku, wstydu i odrzucenia, lecz nie radosnych chwil, ponieważ zły duch zawsze koncertuje nas na potencjalnym braku. Dlatego wyrzekanie się radości staje się nieświadomie stosowanym mechanizmem obronnym. Łatwiej jest żyć rozczarowaniem niż czuć się rozczarowanym. Poświęcasz radość, lecz odczuwasz mniejsze cierpienie, bo nie chcesz być niemile zaskoczonym przez ból, dlatego „ćwiczymy w naszej wyobraźni tragedie”, sabotując w ten sposób radość.

Zapraszam do odsłuchania najnowszego podcastu: