Bądź grzeczny! – przykazania anankasty

Osoby anankastyczne szukają obiektywnie aprobowanej formy wyrażania agresji i nadają temu nawet pewną wartość. Stąd biorą się fanatycy wszelkich możliwych idei, którzy nieubłagalnie, bezkompromisowo, no i bezwzględnie walczą przeciwko czemuś, czy to w sprawach moralności czy religii, popędów czy higieny. Agresja jest wówczas z całym przekonaniem kierowana już nie przeciwko samemu sobie, jak u osób z depresją, lecz przeciw czemuś, co daje przekonanie walki o słuszną sprawę.
Osoby ananakstyczne w religii mają skłonność do dogmatyzmu i ortodoksji oraz związanej z tym nietolerancji wobec innych wyznań. Wyobrażenie Boga to u nich często wizerunek surowego i mściwego Boga, żądającego bezwarunkowego posłuszeństwa. Ich Bóg ma cechy patriarchalne. Ulegają jednak również często przekonaniom pogańskim i magicznym; silnie oddziałują na nie ryty i ceremonie, które często są dla nich ważniejsze niż sama wiara. Idea absolucji, czyli odpustu, który można uzyskać w zamian za pieniądze, mogła narodzić się tylko w umysłach owładniętych przymusem. Osoby anankastyczne bardzo często są też uzależnione od instytucji, reguł i zasad, a wypełniając je skrupulatnie i mechanicznie, czynią je bezsensownymi.
Zapraszam do osłuchania najnowszego podcastu.

 

 

Nie nazywaj nieczystym tego, co Bóg oczyścił – Dz 11, 1-18

Rozdział jedenasty Dziejów Apostolskich zawiera powtórzenie historii Korneliusza, opisanej rozdział wcześniej, lecz tym razem z perspektywy Piotra z drobnymi zmianami. Nawrócenie Korneliusza było tak ważne dla starożytnego Kościoła, że było opisane przez św. Łukasza aż trzykrotnie (Dz 10; 11; 15).

Wieść o nawróceniu poganina dotarła do apostołów i braci w Judei. Tam niektórzy wierni, szczególnie pochodzenia żydowskiego, czyli tych przyzwyczajonych od urodzenia do przepisów i surowości, zaniepokoili się, że Piotr wszedł do domu nieobrzezanych, a na dodatek z nimi jadł. Według poglądów żydowskich wskutek takich kontaktów Żyd uległby skażeniu, ponieważ potrawy podawane w pogańskich domach były przygotowywane bez zachowania czystości rytualnej. Jeśli podana została potrawa mięsna, to mogła zwierać mięso zakazane przepisami Księgi Kapłańskiej, a te przepisy są dość surowe. Żeby jedzenie było KOSZER, zwierzę musiało być nawet zabite w odpowiedni sposób przepisany przez Torę, co nie było proste, więc jedzenie u pogan groziło zaciągnięciem grzechu nieczystości. Ponadto, braterstwo stołu postrzegano jako rodzaj duchowej wymiany, zatem jedzenie wspólne mogło być uważane jako udział w bałwochwalstwie. W każdym razie, prawi chrześcijanie pochodzenia żydowskiego widzieli niemal wszędzie zagrożenia duchowe, ponieważ przyzwyczaili się do obrazu Boga nakazów i zakazów, który surowo karze nieposłuszeństwo. Judaizm faryzejski wierzył w Boga, który mówi człowiekowi: Jeśli się nie podporządkujesz, umrzesz! Warto zapytać się, czy przypadkiem nie mam jeszcze takiej niewolniczej wiary w Boga, który wymagałby od nas jedynie podporządkowania lub zasługiwania, a jeśli tego nie zrobimy, umrzemy – jest to duchowość neurotyczna (lękowa).

W opisie tego, co się wydarzyło, Piotr powtarza własnymi słowami to, co otrzymał od Boga w widzeniu. Stwierdza, że modlił się i że ujrzał w zachwyceniu widzenie niebiańskie – widzenie to opisuje jako jakiś spuszczający się przedmiot, podobny do wielkiego płótna czterema końcami opadającego z nieba. Zawierał on różne ziemskie zwierzęta, mianowicie domowe i dzikie, płazy i ptaki podniebne.

Głos powiedział Piotrowi: „Zabijaj i jedz” te zwierzęta. Piotr odrzuca początkowo propozycję, bo, choć nie był faryzeuszem, okazywał posłuszeństwo Prawu objawionemu przez Mojżesza (Kpł 11). Bóg w Torze zakazał jeść niektórych zwierząt i był to bardzo ważny zakaz, który doprowadził do męczeństwa Żydów za czasów panowania Hellenów w Judei (chodzi czas powstania Machabeuszy).

Bóg wypowiada wtedy najważniejsze słowa: „Nie nazywaj nieczystym tego, co Bóg oczyścił”. Chodzi przede wszystkim o pogan, których Bóg zwolnił z przestrzegania Prawa Mojżeszowego. Pan oczyścił ich Duchem Świętym, nie zaś przepisami Tory.

W tym Czytaniu jesteśmy świadkami bardzo ważnej lekcji o Bogu, który potrafi działać ponad Prawem, które sam dał. Zwalnia z własnych nakazów i zakazów, ponieważ znajduje inną drogę do Siebie, a jest to droga mocy Ducha Świętego w człowieku, która nie podlega żadnym ludzkim schematom. Duch Święty jest jak wiatr, pozostaje wolny i nieskrępowany ludzkimi normami.

Dlatego warto w osobistej modlitwie zastanowić się, czy Bóg dzisiaj nie prowadzi mnie inaczej niż chciałaby to moja wyuczona religijność, być może poza prawem i przepisami, poza tym, co „wypada” w moim świecie; być może Duch Święty chce mnie prowadzić inaczej niż mówiło się w mojej rodzinie, czy kręgach dotychczasowych znajomych. Być może Bóg chce poprowadzić moje życie inaczej, a ja się opieram, bo nazywam tę „nową drogę” nieczystą?

Nikodem

Ukrzyżuj!

Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski – tak brzmiał tytuł winy w oficjalnym dokumencie wydanym przez namiestnika Imperium Rzymskiego. Skazany na śmierć przez ukrzyżowanie, choć sędzia nie znalazł w Nim żadnej winy. Galilejczyk został oskarżony przed Rzymem o działalność przeciwko państwu: przywłaszczanie sobie godności królewskiej, zachęcanie do niepłacenia podatków do rzymskiego skarbca, wzniecanie niepokojów publicznych. Wszystkie te oskarżenia okazały się fałszywe, co przedstawiciel Rzymu potwierdził, lecz dla świętego spokoju skazał jednak Nazarejczyka. Kat wykonał karę śmierci, główna przyczyna zgonu: wykrwawienie, które zaczęło się już przy karze prewencyjnej – biczowaniu.

Wcześniej Jeszua urodzony w Betlejem został przesłuchiwany i skazany przez inną instancję – sąd religijny Starego Zakonu (mówiąc językiem staropolskim księdza Wujka SJ). Powód oskarżenia – bluźnierstwo.

Co doprowadziło do takiego obrotu sprawy? Spisek przełożonych religijnych Starego Zakonu.

Przyczyna spisku? Niespełnione oczekiwania. Nie był taki, jakim chcieli Go widzieć oraz zemsta za naruszenie tradycji, w której oligarchowie religijni już się wygodnie rozsiedli.

Jezus z Nazaretu został zabity na skutek zawiści ludzi, którzy bronili skostniałych zasad Starego Zakonu. Został także opuszczony przez swoich za to, że nie spełnił ich oczekiwań – nie tego się spodziewali po Mesjaszu.

 

Jezu, zamordowali Cię, bo byłeś wierny sobie. Nie dałeś się złamać. Prawo Boże miałeś wpisane w sercu, a nie w dokumentach. Opluli Cię, bo uwspółcześniałeś i aktualizowałeś przesłanie swojego Ojca, dostosowując do potrzeb osieroconych ludzi. Zostałeś spoliczkowany za to, że zawsze stawałeś w obronie człowieka cierpiącego i usprawiedliwiałeś grzeszników. Bili Cię za to, że dawałeś ludziom po porażce życiowej drugą szansę. Odarli Cię z szat dla upokorzenia, bo nie pozwoliłeś wzbudzać w sobie ani wstydu, ani poczucia winy, bo tym chcieli Tobą manipulować przełożeni Starego Zakonu. Odświeżyłeś wiarę, przyniosłeś Ducha, wyzwoliłeś z litery prawa a oni wydali Cię za to poganom na śmierć. Umiłowałeś do końca i zostawiłeś miłość jako jedyne przykazanie, wyzwalając spod jarzma zasługiwania, ciężaru religijności ananakstów, którym zależało tylko na władzy.

Nie bałeś się nie spełniać oczekiwań, nie bałeś się zachowań, które mogłyby Cię pokazać w złym świetle. Dźwigałeś ciężar opuszczenia, który najbardziej dotknął Cię w momencie śmierci, ale nie uległeś namowom poklasku.

Zostałeś zdradzony przez członka swojej wspólnoty, ale go nie wyrzuciłeś. Twój najbliższy współpracownik Piotr chciał Tobą sterować, bo ten wiedział lepiej, co jest dla Ciebie dobre, ale nie bałeś się postawić mu granic. Nikt Cię nie słuchał, kiedy mówiłeś o swoim cierpieniu, a kiedy przeżywałeś najgorszy wewnętrzny konflikt, w którym twoje ciało pękało w depresji Ogrojca, twoi najbliżsi spali, żeby nie musieć oglądać twego bólu.

W chwilach, kiedy przyszli po Ciebie oprawcy, wszyscy Cię opuścili, ale Ty im wybaczyłeś. Wybaczyłeś wszystkim, a nawet ich usprawiedliwiłeś i robisz to nadal w swoim Królestwie.

Dziękuję Ci Jezu, że zawsze byłeś Sobą… jesteś dla mnie niedościgłym Wzorem.

Nikodem

Bóg niespełnionych oczekiwań – J 10,31-42

W ostatnich dniach w liturgii przed Wielkim Tygodniem pojawiają się te fragmenty z Ewangelii według świętego Jana, w których toczy się zaciekły spór między Żydami a Jezusem. W pewnym momencie jest tak ostro, że Żydzi chwytają za kamienie, żeby ostatecznie się Jezusa pozbyć.

Wywiązuje się jednak dialog, w którym Jezus pokazuje sprzeczność ich myślenia: „za, który z czynów chcecie mnie ukamienować?”. Kamienowanie jest ostatecznym rozwiązaniem – jest to rodzaj bardzo bolesnej kary śmierci dokonanej fizycznie przez społeczność jako forma nieodwracalnego odrzucenia za najpoważniejsze przestępstwa. Żydzi nie mają jednak podstaw do kamieniowania, ponieważ sami są świadomi tego, że czyny Jezusa są dobre, ale nie potrafią znieść tego, że uważa się On za kogoś, kim, według nich, nie jest, czyli za Syna Bożego.

Jezus odrzuca oskarżenie, odwołując się do samego Pisma Świętego. Wywód rozpoczyna się od Psalmu 82,6: „Ja rzekłem: Bogami jesteście”. W Psalmie 82 Bóg oskarża grupę podległych Mu, sprawujących władzę ludzi o to, że w sądzeniu i działaniu sprzeniewierzyli się świętości. Bóg nazywa te osoby „bogami”, lecz w obliczu ich niesprawiedliwości i zepsucia mówi: „pomrzecie jak ludzie” (82,7). Jeśli więc Pismo Święte może nazywać kogoś mniejszego „bogami”, to o ileż bardziej tytuł Syna Bożego przynależy się Jezusowi, którego Ojciec uświęcił i który czyni cuda, które tylko sam Bóg może działać.

Dlatego tak naprawdę w tym sporze wcale nie chodzi o tytuł Syna Bożego. To jest tylko zasłona. Żydzi budzą demony, żeby się za nimi schować.

Mamy tutaj najpoważniejszy problem w życiu duchowym, czyli nietrafione oczekiwania wobec Boga bazujące na własnym starym pojmowaniu. Żydzi w tamtym czasie spodziewali się Mesjasza politycznego, który wyzwoliłby Naród Wybrany spod okupacji Rzymu i ustanowiłby nowe królestwo Izraela na kształt Królestwa Dawida. Przyjęliby Mesjasza, jeśli Ten spełniłby ich ziemskie oczekiwania. Jest to postawa w człowieku, która zgadza się na działanie Boga w życiu, ale po mojemu. Jeśli Bóg ma mnie zbawić, czyli doprowadzić do pełni szczęścia, to tylko po mojemu. Jeśli Bóg nie spełnia moich oczekiwań, no to się Go pozbędę, ukamienuję swoim perfekcjonizmem, czyli własną wizją świata.

Jezus jednak nigdy nie podporządkował się oczekiwaniom. Zawsze był wierny sobie, choć przyniosło Mu to cierpienie. Daje On nam jednak w tym piękną lekcje i wzór do naśladowania. Przypomina mi się tutaj wypowiedź kanadyjskiego lekarza Gabora Maté: Będziesz doświadczał bólu tak czy inaczej. Czasami w życiu nie ma bezbolesnych opcji. Który ból wybierzesz? Możesz doświadczać bólu poprzez tłumienie siebie, aby być akceptowanym; albo możesz być sobą, ale odczuwać ból bycia nieakceptowanym, czy wręcz odrzuconym. Tak czy owak, będziesz cierpieć, ale ból niebycia sobą ostatecznie jest o wiele większy i przewlekły, natomiast krótkotrwały ból bycia nieakceptowanym, ale pozostania sobą, przynosi wyzwolenie.

Jezus był wierny sobie i wytrzymywał ból odrzucenia. Bo jeśli ciebie nie akceptują za bycie sobą – nie ulegaj, nie obłaskawiaj, lecz WYTRZYMAJ! Powtarzaj sobie: Dezaprobata mi nie przeszkadza! Miej odwagę do zachowań, które mogą cię postawić w złym świetle. Wytrzymaj! Nie wzbudzaj w sobie wstydu, bo wzbudzanie wstydu sprawia, że porzucasz siebie i dostosowujesz się do innych. Naucz ludzi, których masz wokół siebie, jak mają cię traktować, bo nie jesteś spełniaczem ich oczekiwań. Nie jesteś niewolnikiem, lecz synem.

Jezus nie spełnił ludzkich oczekiwań, lecz pokazał świeże oblicze Ojca. Bóg objawił się w historii Izraela po trzykroć QADOSZŚwięty, Święty, Święty, czyli Inny, Inny, Inny. Nie wolno zamykać Go w kategoriach ludzkiego myślenia. On jest ponad prawem, ponad moralnością, ponad dogmatami, ponad pojęciami, ponad wyobraźnią i tak też objawiał się przez całą historię zbawienia. Nikomu za czasów Jezusa nie śniło się, że יהוה może się wcielić. Po trzykroć Święty nie może stać się człowiekiem, skoro nawet arcykapłan, wchodząc raz w roku do miejsca Najświętszego mógł umrzeć, dlatego przywiązywano go za kostkę sznurkiem, bo gdyby w kontakcie ze świętością Boga arcykapłan umarł, trzeba go by było wyciągnąć z Miejsca Najświętszego.

Pamiętam swoje doświadczenie, kiedy stwierdziłem, że wiem o Bogu bardzo wiele po skończeniu studiów teologicznych. Myślałem wtedy, że złapałem Pana Boga za nogi. Po późniejszych studiach biblijnych stwierdziłem jednak, że ja o Stwórcy to właściwie nic już nie wiem.

Najwięcej o Bogu wiedza moraliści i fanatycy religijni. Fanatyk zawsze wie lepiej i nawet nie daje się przez Boga zaskoczyć. Fanatyk ma bardzo skromną wiedzę o Bogu, ponieważ nie wynika ona z doświadczenia spotkania osobowego, lecz z wyuczonych regułek i przykazań. On o Bogu niby dużo wie, ale w ogóle Go nie spotkał. Dlatego jest różnica między prawdziwym uczniem Chrystusa a fanatykiem. Uczeń Chrystusa da się dla Niego porąbać, a fanatyk porąbie wszystkich.

Wiem, że muszę ćwiczyć się w głębokiej pokorze i wolności w podejściu do tego, kim jest Pan, bo na pewno się mylę. Wiem tylko, że jest Miłością, choć sam tę Miłość mogę źle pojmować i rozumieć ją na sposób ludzki. Nie mogę Boga definiować, ale mogę jedynie powiedzieć to, jak działał w moim życiu, dzielić się poznaniem Go w mojej drodze. Nie mogę jednak narzucać swojego poznania innym, bo wiem, że jest to tylko spectrum Jego istoty, skromny wycinek tego, co doświadczyło moje poznanie.

Strzeżmy się faryzeusza w sobie, który zawsze ma receptę na to, jak powinno być: jaki powinien być Bóg, jaki powinien być bliźni, jaki ja powinienem być. Pozwól Bogu działać, jak chce, nawet poza moralnością i prawem, bo On jest ponad tym wszystkim. Bo gdyby dzisiaj przyszedł Jezus, to Ty jako fanatyczny katol, ukrzyżowałbyś Go raz wtóry.

Nikodem

Większa sprawiedliwość – Mt 5,20-26

Ewangelia wg św. Mateusza została napisana w określonym kontekście, który trzeba znać, żeby ją dobrze rozumieć, bez zbyt pochopnego nakładania kategorii myślowych współczesnego człowieka. Jest ona klasyczną Ewangelią eklezjalną. We wczesnym Kościele cieszyła się największą popularnością, to ją czytano najczęściej podczas nabożeństw i najczęściej też komentowano.

Napisał ją najprawdopodobniej judeochrześcijanin z drugiego pokolenia po Chrystusie. Znał dobrze grekę, był otwarty na pogan; mamy 80-90 rok w Antiochii, mieście, w którym obok chrześcijan żyli Żydzi, Grecy i inne grupy etniczne.

W żadnej z pozostałych Ewangelii nie odnajdujemy tak wielu odniesień do prawa żydowskiego, i też żaden z pozostałych Ewangelistów nie ukazał postaci Jezusa tak bardzo osadzonego w realiach judaizmu. Jezus jest tym, który podaje autentyczną wykładnię Prawa.

Jednocześnie w żadnej z pozostałych Ewangelii nie znajdujemy tak ostrej krytyki Żydów; to na podstawie tej Ewangelii zarzucano chrześcijanom antysemityzm. W niej znajdujemy obraz sądu Bożego, tutaj pojawia się fundamentalny podział na złych i dobrych. Mateusz także nie koncentruje się na szczęściu tu na ziemi, które z zasady jest pełne cierpienia; on z zdwojoną siłą akcentuje życie wieczne. Dlaczego tak?

Po zburzeniu Jerozolimy w roku siedemdziesiątym przedstawiciele judaizmu, którymi byli już wtedy głównie faryzeusze, na soborze w Jabne (90/95) wykluczyli judeochrześcijan. Do tej pory chrześcijanie mieli status „sekty” – hairesis, taką samą jak saduceusze, faryzeusze, esseni, zeloci – sekta w sensie dozwolona interpretacja judaizmu, nie ma znaczenia negatywnego, jak dzisiaj.

Gmina św. Mateusza boleśnie przeżywała owo wykluczenie. Przypomnijmy, że uczniowie Jezusa spełniali normalnie praktyki pobożne, jak przystało na wierzącego Żyda, choćby modlitwa w świątyni Jerozolimskiej, chodzenie do synagog. Miłość do Jezusa nie wykluczała wiary w Jahwe, ale ją pogłębiała.

Kiedy już nie było świątyni, zanikł też kult, więc także kapłani przestali istnieć. Zatem uczeni w Piśmie i faryzeusze jeszcze bardziej podporządkowali całe życie surowym przepisom i w ten sposób mogli zachować dawną tradycję, już bez świątyni. Zaś młody ruch chrześcijański doświadczył Ducha, nowego rozkwitu proroctwa, wielkiego wyzwolenia ku miłości, więc zaostrzenie przepisów w ogóle im nie było potrzebne, a wręcz mogło zaszkodzić chrześcijaństwu.

I na tej przestrzeni zaczęło mocno zgrzytać – rozumienie tradycji i przepisów. Pokutuje tutaj myślenie, że czym nałożę sobie większe ciężary, tym bardziej się Bogu przypodobam. Zasłużę na zbawienie, odkupię grzechy, już bez przebłagalni, która spłonęła w roku 70 po Chrystusie.

Jeśli Pan Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii, że nasza sprawiedliwość ma być większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, to nie chodzi, żebyśmy bardziej przestrzegali przepisów moralnych, ale żebyśmy do moralności podchodzili inaczej. Abyśmy przestali w końcu patrzeć na moralność jako coś zewnętrznego, to znaczy: jak ja się jawie na zewnątrz. Życie w poczuciu ciągłej obserwacji, czy spełniam oczekiwania, czy nie? Czujemy się obserwowani przez Boga, który miałby nas pilnować i rozliczać. Duchowość w stylu: żeby się dostać przynajmniej do czyśćca. Takie nakładanie na siebie kagańca moralnego, pomimo, że cały czas mam w sobie nieuporządkowane uczucia i pragnienia, które kierują mnie w kierunku, którego moje superego mi zabrania. Na zewnątrz jestem grzeczny, ale żyję w nieustannym konflikcie wewnętrznym, bo nie pozwalam sobie na to, co chcę, bo boję się kary Bożej lub osądu ludzkiego, a najczęściej boję się trawiącego mnie potem poczucia winy.

Tymczasem Jezus to wszystko przeakcentowuje. To znaczy, nie skupiaj się na byciu grzecznym na zewnątrz, tylko zacznij w końcu przyglądać się swemu sercu. Jest tam dużo niewyrażonych zranień, pragnień, gniewu, nieprzebaczenia – to wszystko wymaga uleczenia, oczywiście nie samemu – wnętrze leczymy w relacji. Pozwól Jezusowi siebie uleczyć od środka, a potem sam Pan Jezus uzdolni Cię do postępowania moralnego, bez tej faryzejskiej pychy, polegającej na tym, że sobie sam wypracowałeś cnoty.

Jezus mówi, że mamy się pogodzić ze swoim przeciwnikiem. Często tą osoba, z którą mam się pogodzić, to jestem ja sam, w swojej wrażliwości, taki mały, kruchy i poraniony, zepchnięty w lochy podświadomości, a w jaźni jest tylko moje wielkie ja – faryzejskie, żeby mnie ludzie podziwiali jaki jestem super. Jeśli będziesz super, ludzie dadzą ci co najwyżej podziw, ale nie dadzą ci miłości. Umrzesz z wielkim nagrobkiem, ale samotnie. Bo pokochać można tylko człowieka autentycznego, pogodzonego z własnym wnętrzem, nie wstydzącego się własnej wrażliwości.

Nikodem