Ukrzyżuj!

Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski – tak brzmiał tytuł winy w oficjalnym dokumencie wydanym przez namiestnika Imperium Rzymskiego. Skazany na śmierć przez ukrzyżowanie, choć sędzia nie znalazł w Nim żadnej winy. Galilejczyk został oskarżony przed Rzymem o działalność przeciwko państwu: przywłaszczanie sobie godności królewskiej, zachęcanie do niepłacenia podatków do rzymskiego skarbca, wzniecanie niepokojów publicznych. Wszystkie te oskarżenia okazały się fałszywe, co przedstawiciel Rzymu potwierdził, lecz dla świętego spokoju skazał jednak Nazarejczyka. Kat wykonał karę śmierci, główna przyczyna zgonu: wykrwawienie, które zaczęło się już przy karze prewencyjnej – biczowaniu.

Wcześniej Jeszua urodzony w Betlejem został przesłuchiwany i skazany przez inną instancję – sąd religijny Starego Zakonu (mówiąc językiem staropolskim księdza Wujka SJ). Powód oskarżenia – bluźnierstwo.

Co doprowadziło do takiego obrotu sprawy? Spisek przełożonych religijnych Starego Zakonu.

Przyczyna spisku? Niespełnione oczekiwania. Nie był taki, jakim chcieli Go widzieć oraz zemsta za naruszenie tradycji, w której oligarchowie religijni już się wygodnie rozsiedli.

Jezus z Nazaretu został zabity na skutek zawiści ludzi, którzy bronili skostniałych zasad Starego Zakonu. Został także opuszczony przez swoich za to, że nie spełnił ich oczekiwań – nie tego się spodziewali po Mesjaszu.

 

Jezu, zamordowali Cię, bo byłeś wierny sobie. Nie dałeś się złamać. Prawo Boże miałeś wpisane w sercu, a nie w dokumentach. Opluli Cię, bo uwspółcześniałeś i aktualizowałeś przesłanie swojego Ojca, dostosowując do potrzeb osieroconych ludzi. Zostałeś spoliczkowany za to, że zawsze stawałeś w obronie człowieka cierpiącego i usprawiedliwiałeś grzeszników. Bili Cię za to, że dawałeś ludziom po porażce życiowej drugą szansę. Odarli Cię z szat dla upokorzenia, bo nie pozwoliłeś wzbudzać w sobie ani wstydu, ani poczucia winy, bo tym chcieli Tobą manipulować przełożeni Starego Zakonu. Odświeżyłeś wiarę, przyniosłeś Ducha, wyzwoliłeś z litery prawa a oni wydali Cię za to poganom na śmierć. Umiłowałeś do końca i zostawiłeś miłość jako jedyne przykazanie, wyzwalając spod jarzma zasługiwania, ciężaru religijności ananakstów, którym zależało tylko na władzy.

Nie bałeś się nie spełniać oczekiwań, nie bałeś się zachowań, które mogłyby Cię pokazać w złym świetle. Dźwigałeś ciężar opuszczenia, który najbardziej dotknął Cię w momencie śmierci, ale nie uległeś namowom poklasku.

Zostałeś zdradzony przez członka swojej wspólnoty, ale go nie wyrzuciłeś. Twój najbliższy współpracownik Piotr chciał Tobą sterować, bo ten wiedział lepiej, co jest dla Ciebie dobre, ale nie bałeś się postawić mu granic. Nikt Cię nie słuchał, kiedy mówiłeś o swoim cierpieniu, a kiedy przeżywałeś najgorszy wewnętrzny konflikt, w którym twoje ciało pękało w depresji Ogrojca, twoi najbliżsi spali, żeby nie musieć oglądać twego bólu.

W chwilach, kiedy przyszli po Ciebie oprawcy, wszyscy Cię opuścili, ale Ty im wybaczyłeś. Wybaczyłeś wszystkim, a nawet ich usprawiedliwiłeś i robisz to nadal w swoim Królestwie.

Dziękuję Ci Jezu, że zawsze byłeś Sobą… jesteś dla mnie niedościgłym Wzorem.

Nikodem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *