Wtedy Piotr, rozpoznając Boga w obfitości, przerażony pada do nóg Jezusa i prosi Go: Wyjdź ode nie Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym. Szymon trochę zna siebie i jest uczciwy. Wie, że w życiu zrobił dużo złego i że on i Bóg nie pasują do siebie. Co ciekawe, Piotr w późniejszych wydarzeniach ewangelicznych będzie się zmagał z problemem odwrotnym – zbyt wysokim mniemaniem o sobie, czy wręcz z narcyzmem. Będzie chciał sterować Jezusem, będzie zapewniał, że choćby wszyscy zwątpili, on w Niego nie zwątpi.
U Piotra zatem widać skrajne wahania, od manii wielkości po depresyjne odrzucenie siebie. Alice Miller zauważa, jednak, że jest to przejaw tej samej choroby duszy. Potrzeba wielkości stanowi właściwie obronę przed głębokim bólem związanym ze stratą siebie – byciem na niewłaściwym miejscu w życiu. To, co określamy jako depresję bądź pustkę, bezsens istnienia, lęk przed biedą i samotnością, wciąż na nowo ukazuje się jako tragedia utraty siebie lub rezygnacji z siebie, kiedy człowiek jest w niewłaściwym miejscu w życiu. Czasami faktycznie trzeba zgubić wszystkie horyzonty, wypłynąć na głębię, żeby Bóg mógł stworzyć nas na nowo.
Zapraszam do dosłuchania najnowszego podcastu:
