Korban! – Mk 7, 1-13

Ewangelia Marka jest uważana za pierwszą spisaną Dobrą Nowinę. Powstała prawdopodobnie w Rzymie z osobistego świadectwa św. Piotra. W dzisiejszym Słowie pojawia się zarzut uczonych w Piśmie i faryzeuszy, że uczniowie Jezusa nie zachowują tradycji starszych. Już nie chcę wnikać w te zwyczaje, które wypływały z niezrozumienia ducha Tory, a także z nadinterpretacji przepisów Prawa, bazującej na chorym pojmowania czystości rytualnej.

Korban to hebrajskie słowo oznaczające ofiarę lub dar poświęcony Bogu. Jezus odwołuje się tutaj do zwyczaju, zgodnie z którym można było złożyć ślub, który zakłada odkładanie pewnej kwoty jako odroczony w czasie dar na rzecz świątyni. Jeśli ktoś złożył tego typu ślub jeszcze za życia swych rodziców, tak przeznaczonych pieniędzy nie mógł już użyć na wsparcie dla nich (pamiętajmy, że nie ma emerytur). Uczeni w Piśmie ślub ten uznawali za bezwzględnie wiążący, nawet jeśli kłócił się on ze świętym obowiązkiem wynikającym z IV przykazania. Krytyka Jezusa nie dotyczy raczej tego, czy można z tego ślubu zwolnić, czy nie. Krytycyzm naszego Pana dotyczy raczej praktyki, w ramach której ktoś narcystycznie popisuje się swoją religijnością, zobowiązuje się publicznie do uczynienia ogromnego datku na świątynię, nie dbając o podstawowe potrzeby życiowe swoich rodziców. Zyskuje na publicznym szacunku – dbam o święte! Dbam o świątynię. A nie dbam o najbliższych, którzy już nie mają z czego się odwdzięczyć, bo są starzy i schorowani. Zewnętrznie będę za to podziwiany, rodzina cierpi jednak w milczeniu.

Skąd takie skłonności w człowieku? Przecież nie jest to jedynie problem Żydów sprzed dwóch tysięcy lat.

Moim zdaniem wszystko zaczęło się od grzechu pierworodnego – od owego prastarego zranienia, które wpłynęło na nasze umysły. Na świat weszło też cierpienie, nie tylko jako konsekwencja naszych działań, ale także to niezasłużone, niesprawiedliwe – to niezaprzeczalny fakt, że ludzie cierpią często niesprawiedliwie, a to rodzi pytanie do Boga, niejednokrotnie przybierające formę krzyku do nieba. W judaizmie starożytnym przyjęto, że niemal każde cierpienie ma swoje źródło w grzechu osobistym (nawet jeśli Księga Hioba mówi co innego), jeśli nie twoim, to twoich rodziców, przodków – tak było z niewidomym od urodzenia (por. J 9,1-41). Skoro tak się sprawy mają, należałoby Bogu za wszelką cenę zrekompensować popełnione zło nawet to in spe, czyli możliwe w przyszłości, spodziewane. Pojawiła się zatem koncepcja zasługiwania. Zasłużę sobie na Bożą przychylność będąc grzecznym, prawym, nieskazitelnym – wypełniając przykazania, a nawet je rozwijając i zaostrzając. Bóg daje 10 przykazań, a judaizm za czasów Jezusa posiadał już 613 przepisów.

Tę ludzką skłonność do zasługiwania nazywam duchem anankastycznym, czyli sposobem radzenia sobie z lękiem poprzez władzę i kontrolę. Wypełniając przepisy, surowość życia, modlitwy nastawione na ilość, przekupując Boga, jest tak naprawdę dążeniem człowieka do posiadania władzy i kontroli nad samym Bogiem.

To myślenie w duchowości judaizmu poszło za daleko. Żydzi mnożyli coraz więcej przykazań, coraz więcej zasad, nazywali to tradycją a naród coraz bardziej cierpiał, mając na sobie ciężary nie do udźwignięcia. Bóg jednak zszedł na ziemię, żeby się z tym rozprawić.

Dzisiejsze ostre słowa Jezusa pokazują niebezpieczne tendencje, jakie zdarzają się w każdej wspólnocie religijnej: chowanie się za przepisami i nakazami, dopuszczanie się nadużyć w stosunku do osób zależnych, moralizowanie, którym odwraca się uwagę od własnych słabości i obarczanie innych ciężarami, których samych się nie dźwiga jakby się miało pomysł na reformę – czyli tak naprawdę rozmycie odpowiedzialności.

Jezus zachęca nas do miłosiernej teologii, a my często chowamy się za przepisami KPK lub tradycją przedsoborową. Przy czym KPK jest o wiele bardziej miłosierny niż my go interpretujemy. Po całej wykładni prawa w Kodeksie następuje ostatni kanon 1752. W kanonie tym spotyka się Kodeks z samą Biblią: W prawach przeniesienia (o którym była mowa w poprzednich kanonach) należy stosować przepisy kan. 1747, z zachowaniem kanonicznej słuszności i mając przed oczyma zbawienie dusz, które zawsze winno być w Kościele najwyższym prawem.

Strach pomyśleć o tym momencie, kiedy spotkamy się z Panem i On nam uświadomi, ile przepisów w Kościele było niepotrzebnych, czy wręcz niezgodnych z wolą Boża, bo utrudniało ludziom dojście do Niego. Chodźmy traktowanie Komunii Świętej jako nagroda dla zasłużonych, a przecież to jest najdoskonalsze Lekarstwo. Często bronimy Komunii Świętej, żeby nie trafiła do ludzi niegodnych. To tak jakby Apostołowie wstrzymywali Jezusa przed pójściem do grzeszników, bo jest zbyt Święty aby pójść do łotrów.

Z tym wiąże się też problem rozumienia tradycji w Kościele, nie tylko liturgicznej. Teolog katolicki powinien zawsze pamiętać o przestrodze kardynała Newmana, że właśnie wierność tradycji, wierność własnemu pojmowaniu wiary wymaga ustawicznego wysiłku nad zmianą form – już choćby dlatego, że słowa zmieniają swoje znaczenia, więc jeśli głosimy wiarę słowami i stylem naszych pradziadów, mówimy de facto co innego, niż oni mieli na myśli. Przywiązanie do formy oznacza zdradę wobec treści i sensu.

Wielki historyk Tradycji chrześcijańskiej Jaroslav Pelikan, napisał: „Tradycja to tak naprawdę żywa wiara zmarłych (to znaczy wiara Ojców, która pozostaje stale żywa); tradycjonalizm to martwa wiara żywych”.

Jezusowa tradycja to miłość Boga i bliźniego. To pozostaje niezmienne. Prawdziwy chrześcijanin to ten, który da się dla Chrystusa porąbać, fanatyk w imię tzw. wierności tradycji – porąbie wszystkich.

Zadajmy sobie pytanie, gdzie mi jest bliżej: czy jestem gotowy, aby dać się porąbać dla Chrystusa? Czy mam ochotę porąbać cały świat, bo nie jest zgodny z moją wizją doskonałości? Najczęściej jednak okazuje się, że ostrze naszej siekiery jest skierowane w nas samych i kaleczymy samych siebie, uważając, że Bóg chce, abyśmy spełniali Jego oczekiwania.

Nikodem

(fot. Nikodem: Grób Dawida, Jerozolima 2018 – Kurs archeologiczny)

Ekologia Księgi Rodzaju

Z opisu stworzenia przewija mi się pewna myśl:

Kiedy Bóg stworzył drzewa, przemówił do ziemi. Kiedy stworzył ryby, przemówił do morza. Kiedy stworzył człowieka, przemówił do Siebie. Co się stanie, kiedy wyjmiemy drzewo z ziemi? Uschnie. Co się stanie, kiedy wyjmiemy rybę z wody? Zdechnie. Co się stało, kiedy człowiek zerwał więź z Bogiem? Umarł.

Pan Bóg jest naszym naturalnym środowiskiem, bez Niego żyć nie możemy.

Nikodem

Wypłyń na głębię – Łk 5,1-11

Obchodzimy 5. Niedzielę Zwykłą. Słowo umiejscawia nas w początkach działalności Chrystusa – Jezioro Genezaret i mała rodzinna firma prowadzona przez Szymona, Andrzeja i ich ojca. Jezus naucza tłumy i jest wypełniony litością nad ludźmi, którzy są bez pasterza, osieroceni, bez celu i sensu. Podobnie zresztą Szymon, dotknięty stanem marazmu, obawia się o przyszłość; jego biznesik nie przynosi profitów – długi do spłacenia, rodzina na utrzymaniu, państwo pod okupacją, niepewna przyszłość.

Wiąże się z nim Nauczyciel z Nazaretu. Jeszcze o Jezusie nie wiadomo zbyt wiele, choć już przyciąga za sobą tłum ludzi. W Jego imperatywach jest coś hipnotyzującego, jest nadzieja na zmianę: Wypłyń na głębie i zarzućcie sieci na połów!

Szymon początkowo jest cynicznie nastawiony. Doświadczenie mówi mu, że skoro w nocy nic nie ułowili, w dzień tym bardziej nic nie złowią – to nie jest dobra koniunktura. Jednak ta odrobina zaufania… to małe ziarenko ryzyka, aby podążać za natchnieniem Mistrza, choć rozum i doświadczenie mówią: daj sobie spokój, z tego nic nie będzie… to jednak: Posłucham! Podążę za Tobą, Panie!

Stało się… sukces biznesowy. Wielkie mnóstwo ryb dające ogromne możliwości wyjścia z długów, starczy nawet rozwój firmy. Czegoś takiego ten biedny rybak z Kafarnaum jeszcze nie doświadczył. Znalazł się w centrum cudu, wiedział też, że ten cud jest skierowany właśnie do niego. Widząc, to – kontemplując Boski nadmiar daru w postaci sukcesu jego przedsiębiorstwa, pada do nóg przed Nauczycielem i mówi: Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym (Ἔξελθε ἀπ᾿ ἐμοῦ, ὅτι ἀνὴρ ἁμαρτωλός εἰμι, Κύριε). Słowa użyte przez Ewangelistę mówią nam o wewnętrznym przeżyciu Szymona: Wyjdź ode mnie – Ἔξελθε ἀπ᾿ ἐμοῦ. Piotr doświadczył Jezusa od wewnątrz, w sobie, doświadczył tam nadmiaru łaski i poczuł WSTYD: Nie jestem Panie godny twojego spojrzenia. Ten wstyd wypływa ze świadomości własnych życiowych porażek. Jestem taki, jak moja firma przed cudem; życie spełnione jest mi obce, nie zasługuje na nie.

Ten toksyczny wstyd u człowieka, który wypływa z niskiego poczucia własnej wartości, wyraża się poprzez lęk przed sukcesem. Człowiek nie podejmuje się ryzyka zmiany na lepsze, gdyż boi się porażki życiowej, w której i tak tkwi. Piotr podjął to ryzyko, lecz wyłącznie dzięki konkretnej zachęcie ze strony Pana. Jezus nie tylko zaprasza go do przyjęcia sukcesu biznesowego, ale chce podnieść jego aspiracje i kompetencję o kilka poziomów wyżej: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”.

Zachęcam Cię, Drogi Czytelniku, do uczenia się wrażliwości na Jezusowe zachęty, które mogą poprowadzić Cię najpierw do sukcesu w biznesie, a potem kilka poziomów wyżej, do osiągania sukcesów w Królestwie Niebieskim, które przenika nasz ziemski świat już teraz.

Jak nauczyć się owej wrażliwości na zaproszenia od Pana?

To już temat na osobne wpisy z dziedziny rozeznawania duchowego… zapraszam!

Nikodem

Witaj, Świecie!

Zapraszam Cię, Drogi Czytelniku, na podróż po świecie moich pasji: Biblii, archeologii, teologii, duchowości i psychologii.

Pismem Świętym zajmuję się od wielu lat, ukończyłem studia biblijne w Rzymie i w Jerozolimie. Jestem pasjonatem starożytnych języków Bliskiego Wschodu. Uwielbiam zagłębiać się w testy Pisma Świętego z uwzględnieniem środowiska ich powstania i redakcji, sięgając przy tym do archeologii. Interpretuję je jednak w duchu współczesności, czerpiąc z mojej drugiej pasji – psychologii. Na co dzień pracuję jako rekolekcjonista i kierownik duchowy.

Mam nadzieję, że ten blog wraz z moimi podcastami, rolkami, filmikami i zdjęciami pomogą Ci stworzyć przestrzeń na Spotkanie z אֶֽהְיֶ֖ה – Tym, który JEST.