Wydarzenie opisywane przez Ewangelistę dzieje się w okolicach Cezarei Filipowej, miejscowości na północy Izraela, gdzie znajdowało się sanktuarium wyroczni greckiej związanej z bogiem Panem (Pan: pół kozioł – pół człowiek). Wcześniej było to sanktuarium kananejskiego boga Baala. To w tych rejonach, bo zapewne do samej miejscowości Jezus nie wszedł (jako pobożny Żyd nie mógł kalać się wejściem do nieczystego miasta), zadaje pytanie uczniom: za kogo uważają go tłumy, a potem oni sami.
W odpowiedziach uczniów widać, że ludzie uważają Jezusa za kogoś znaczącego, ale jedynie przypisując mu rolę przygotowawczą. Ludzie oczekiwali spektakularności, politycznego wyzwolenia, więc jeszcze nie widzą w Jezusie Mesjasza, bo ten nie ma cech wodza wojskowego, który rozpocząłby powstanie i przegnał Rzymian, ustanawiając nowe królestwo Izraela.
Dopiero Piotr odpowiada: Ty jesteś Mesjasz! – to znaczy, że Piotr uznaje w Jezusie rolę najważniejszego wysłannika Boga, choć jeszcze jej nie rozumie. Jezus surowo zakazuje ujawniania, że jest Mesjaszem – jest to tzw. sekret Mesjański, ponieważ ludzie mają zbyt ziemskie myślenie o Mesjaszu, podobnie jak uczniowie, a myśleć ziemsko o Mesjaszu to myśleć ziemsko o zbawieniu: czyli, że Bóg rozwiąże wszystkie moje ziemskie problemy i da mi zasłużony dobrobyt – jakby to był jedyny cel życia i właściwe błogosławieństwo.
Wtedy Jezus koryguje rozumienie mesjanizmu wprowadzając motyw, którego nikt nie chce: odrzucenie, krzyż, cierpienie i śmierć. Na końcu jest oczywiście zmartwychwstanie, ale to do nikogo nie dociera, zwłaszcza do Piotra. Jezus tak naprawdę zaczyna konkretnie mówić o wymiarze paschalnym.
Kto jednak chce cierpieć? Uczniowie nie chcieli się zgodzić na taką drogę Syna Człowieczego, bo wiedzieli, że oni też będą cierpieć, kiedy Go zabraknie. Podobnie z nami, kiedy Bóg zaczyna działać w naszym życiu w sposób paschalny – czyli najbardziej skuteczny, bo wtedy zradza się w nas nowe życie, lecz musi nas przeprowadzić przez krzyż. To rodzi bunt, bo nikt cierpieć nie chce, choć cierpienie paschalne jest bólem porodowym, nie agonalnym. Do najpełniejszej przemiany – do zmartwychwstania, trzeba przejść przez krzyż. Jeśli ktoś decyduje się porządnie naprawić swoje życie musi coś zmienić, a to boli. Już podjęcie się psychoterapii boli, bo przecież trzeba na nowo dotknąć ran i się otworzyć. Podjęcie decyzji o przerwaniu toksycznej relacji boli niemiłosiernie. Lęk antycypacyjny, czyli lęk przyszłość jest cierpieniem; poradzenie sobie z samotnością – podobnie. Walka o własną tożsamość bardzo boli, bo ludzie na okrągło osądzają nas, a najgorzej jest w kręgach religijnych, bo ci zawsze mają receptę na wszystko pod płaszczykiem przykazań i woli Bożej. Ale najbardziej boli jednak zdrada siebie, która jest podporządkowaniem się z lęku przed odrzuceniem – to jest coś, czego Jezus chce uniknąć.
Piotr mu mówi: nie przyjdzie to na Ciebie. Upomina Jezusa w taki sposób, żeby Mistrz podporządkował się ludzkiej wizji zbawienia poprzez sukces. Piotr tutaj synchronizuje się ze złym duchem, który tak właśnie kusił samego Syna Bożego: nie idź na krzyż! A potem: zejdź z Krzyża!
Dlatego Jezus mówi: „Zejdź mi z oczu, Szatanie!” choć po grecku jest ὀπίσω μου, czyli stań za mną – są to słowa, które Jezus wypowiadał przy powołaniu uczniów. Stań za mną! Piotrze, masz iść za mną, a nie mówić Mi, co mam robić, bo myślisz po ludzku i chcesz za wszelką cenę uniknąć cierpienia. Teologia sukcesu bez bólu jest diabelska. Pan Bóg umieścił najcudowniejsze łaski po drugiej stronie cierpienia. Jeśli przejdziesz przez bramę bólu, czeka Cię radość paschalna nowego życia.
Nikodem

Z niecierpliwością czekałam na kolejny wpis i warto było, zdecydowanie. Każde słowo trafia w punkt, wyprowadza nas ze starego sposobu myślenia, nawracając na ten, który da zbawienie i zmartwychwstanie. Nie jest to łatwa lekcja, ale jakże potrzebna i otrzeźwiająca. Można narzekać i złorzeczyć na krzyż, albo go wykorzystać. Czekam na więcej i częściej! 🙏